Dr hab. Michał Rusinek, Wydział Polonistyki

Dr hab. Michał Rusinek

Dr hab. Michał Rusinek, Wydział Polonistyki UJ

 

Proszę opowiedzieć kilka słów o sobie.

Wykładam (na Wydziale Polonistyki UJ), przekładam (książki: głównie dla dzieci i głównie z angielskiego) i układam (teksty naukowe, felietony o języku i literaturze, teksty piosenek i wierszyki dla dzieci i dorosłych). Prowadzę Fundację Wisławy Szymborskiej.

 

Pana przepis na sukces w swojej dziedzinie.

Nie mam przepisu na sukces. Nie umiem powiedzieć, czy osiągnąłem sukces. Nawet się trochę obawiam, że gdy tak powiem, to uznam, że już nic więcej nie mam do zrobienia. Od wielu lat jeżdżę po Polsce (i nie tylko) z wykładami (naukowymi i popularnonaukowymi), spotkaniami autorskimi, udzielam sporo wywiadów. Żyje z pisania (i tłumaczenia) i żyje pisaniem. Mam szczęście, bo dostaję wiele propozycji od wydawców i mogę sobie między nimi wybierać. Ale też mam metodę pisania: jeśli mam do napisania kilka rzeczy, to zawsze lepiej mi się pisze lub tłumaczy nie tę, którą uznam za ważniejszą, ale tę mniej ważną. Muszę więc sam siebie oszukiwać i odpowiednio tasować zadania, bym miał zawsze te mniej ważne.

 

Co jest dla Pana motywacją?

Najbardziej męczy mnie odpoczywanie i raczej cierpię na nadmiar energii do pracy, więc nie potrzebuję dodatkowych motywacji. Wymyślam coś sobie - książkę, artykuł, felieton, przekład, musical - i staram się to zrealizować.

 

Studia na uniwersytecie to najciekawszy etap edukacji. Uczymy się już właściwie tylko tego, na co mamy ochotę, poznajemy ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Jak wygląda życie naukowca?

Nie jestem typowym naukowcem, bo zajmuję się wieloma innymi rzeczami. Nauka to nauczanie, czyli wykłady i ćwiczenia, które prowadzę już ponad 20 lat. I nauka to czytanie, robienie notatek, kserokopii, skanów; to siedzenie w bibliotekach (doktorat napisałem częściowo w warszawskiej bibliotece Instytutu Badań Literackich, a częściowo w londyńskiej British Library, co wspominam z rozrzewnieniem), a przede wszystkim konstruowanie struktur książek czy artykułów i wypełnianie je treścią.

 

Czy doświadczył Pan porażki, którą potem przekuł Pan w sukces?

Nie widzę powodu, żeby tak kategorycznie oceniać swoje doświadczenia. Tak jak nie umiem (i nie chcę) powiedzieć, czy osiągnąłem sukces, tak samo nie chcę się biczować przyznawaniem do porażek. Każde doświadczenie nas czegoś uczy. Ważne, by nas nie paraliżowało. A paraliżować mogą właśnie takie doświadczenia, które oceniamy skrajnie: jako sukcesy lub jako porażki.

 

Dlaczego warto studiować na uniwersytecie?

Studia na uniwersytecie to najciekawszy etap edukacji. Uczymy się już właściwie tylko tego, na co mamy ochotę, poznajemy ludzi o podobnych zainteresowaniach. Także profesorów: uniwersytet to rodzaj społeczności.

 

Jak dobrze wykorzystać czas na studiach?

Studia z początku demobilizują, bo na oko pracy jest niewiele, do egzaminów mnóstwo czasu, wykłady nieobowiązkowe itp. Trzeba się przestawić na inny, bardziej samodzielny tryb pracy. Szukać dla siebie na uniwersytecie tego, co nas najbardziej pociąga i może nam się najbardziej przydać. Jeździć na konferencje, nawiązywać kontakty, szukać stypendiów i mieć z tego wszystkiego przyjemność!

 

Jaką radę udzieliłby Pan młodym ludziom?

Za młodu nienawidziłem, kiedy starzy ludzie usiłowali udzielać mi rad. Więc się powstrzymam.

 

Wykształcenie czy doświadczenie?

Jedno i drugie, oczywiście. Studia na uniwersytecie powodują, że najpierw zdobywamy wykształcenie, a potem doświadczenie. Wielu ludzi już w czasie studiów pracuje np. w zawodzie dziennikarza, zdobywając równolegle doświadczenie. Ale też nigdy nie przestajemy się kształcić, a więc nie zastępujemy kształcenia się doświadczeniem, bo wtedy - my, wykładowcy, wpadlibyśmy w rutynę.